Nie pierwszy już raz muzyka Antonia Vivaldiego pojawia się na koncertach z cyklu „Przedsionek Raju”. Nie oznacza to wcale, że była przez nas eksploatowana bardzo często. Przeciwnie, tylko w trakcie trzech wcześniejszych edycji prezentowaliśmy kompozycje najpopularniejszego chyba kompozytora epoki baroku.

Tę nadzwyczajną popularność zawdzięcza Vivaldi oczywiście koncertom skrzypcowym z cyklu „Cztery pory roku”, ale byłoby wielkim uproszczeniem utożsamianie go z tymi czterema kompozycjami. W rzeczywistości był autorem setek świetnych mniejszych i większych utworów, które mają nie mniej gorących fanów.

Twórczości Vivaldiego zarzucano czasami powtarzalność i schematyczność, ale żaden muzyk z taką opinią z pewnością się nie zgodzi. Trudności związane z wykonywaniem kompozycji Wenecjanina leżą zupełnie gdzie indziej niż problemy, jakie nastręcza muzyka Bacha, ale nie znaczy to, że utwory Vivaldiego są mniej wymagające i mniej wyrafinowane. Nic dziwnego, że Bach uważnie studiował twórczość swojego włoskiego kolegi, a niektóre jego utwory przerabiał na własne potrzeby lub się nimi inspirował.

Muzyka Antonia Vivaldiego była znana w całej Europie, bo jej ambasadorami byli włoscy muzycy zatrudniani przez dwory królewskie i arystokratyczne, ale także wydawcy muzyczni, którzy drukowali zbiory jego kompozycji.

Szczególną rolę wśród propagatorów twórczości weneckiego księdza-kompozytora odegrał jego niemiecki uczeń Johann Georg Pisendel, który przez kilka dziesięcioleci związany był z kapelą dworską w Dreźnie. Działalność tego zespołu miała olbrzymi wpływ na kształtowanie się gustów muzycznych na terenach dzisiejszej Saksonii, Brandenburgii, Dolnego Śląska i Ziemi Lubuskiej. To, co rozbrzmiewało na dworze drezdeńskim rozpoczynało mody, które kultywowano później, na przykład, na dworze Promnitzów w Żarach, czy na dworze Brühla w Brodach, gdzie zresztą kapela królewska regularnie występowała. Trudno sobie wyobrazić, żeby przy tej okazji nie wykonywała muzyki Vivaldiego, tym bardziej że kilka koncertów i utworów kameralnych dedykowane były właśnie Pisendlowi.

Dzisiejsza popularność muzyki Vivaldiego jest też doskonałą okazją, by obserwować, jak zmienia się nasz stosunek do jego twórczości. Kolejne pokolenia artystów wykonują dzieła Vivaldiego z nadzieją, że odnajdą w nich coś, czego nie zauważyli ich poprzednicy. Wobec tylu koncertów i tylu płyt, które poświęcono Vivaldiemu, trudno sobie wyobrazić, by takie odkrycia zdarzały się każdego dnia, ale przecież w końcu zdarzyć się muszą, bo ciągła zmienność jest przecież wpisana w istotę wykonywania muzyki, szczególnie tej, która powstała kilka stuleci temu.

Cezary Zych